Mój bank II
Otóż Mój Bank zasłużył już sobie na jedną notkę. Opisałam w niej jak to cudownie być jego klientem i jakie to przyjemności czekają nas na każdym kroku podczas tego zaszczytu. Ostatnim czasem jednak Mój Bank postanowił dopieścić mnie po raz kolejny, i tym samym zasłużył na ten oto wpis. Poniżej więc smaczki z Mojego Banku, jak zwykle najsmaczniejsze na koniec.
Mój bank słynie ze swojego systemu internetowego, w którym to nie można zdefiniować odbiorców. Jedynie przelewy - przelewy zdefiniowane.
Parę dni temu postanowiłam wykonać taki oto przelew. Przelew zdefiniowany nie wymaga karty zdrapki - no bo po co? Wiadomo, że jeżeli dodasz jakiegoś odbiorcę do listy, by mieć go pod ręką, to pragniesz w dowolnej chwili móc mu bez potwierdzenia wysłać dowolną kwotę pieniędzy...
Nie wstając więc nawet z fotela rozpoczęłam procedurę przelewu. Kliknęłam w przelewy, wybrałam odbiorcę, wpisałam kwotę oraz temat a następnie kliknęłam przycisk zatwierdź. Jakież wielkie było moje zdziwienie gdy na kolejnym ekranie oprócz potwierdzenia danych do przelewu zobaczyłam okienko do wpisania kodu z karty zdrapki... (Nie wiem czy wspominałam, że w moim banku z kodów z karty zdrapki korzysta się po kolei.. Tak żeby było trudniej.)
Wiedziona doświadczeniem z systemem internetowym Mojego Banku oraz lenistwem konieczności wstania po kartę zdrapkę, postanowiłam spróbować jeszcze raz. Kliknęłam anuluj, a następnie przelewy zdefiniowane, wybrałam odbiorce, wpisałam kwotę oraz tytuł. Kolejnym krokiem było kliknięcie zatwierdzenie, sprawdzenie danych i kliknięcie wykonaj. Przelew wysłano. Bez karty zdrapki. Jak?
Otóż jak się okazało za pierwszym razem kliknęłam nie w te przelewy co trzeba. Są w końcu albo zdefiniowane albo zwykłe. Potem wszystko już niewiele się różni. Można wybrać z przelewów zdefiniowanych odbiorcę, zmieć tytuł, kwotę.
Nie jest to może jakiś wielki problem, ale czy nie utrudnia życia? Po co mam 2 razy robić to samo, w końcu nie zawsze ma się przy sobie zdrapki? Po co w ogóle są przelewy zdefiniowane skoro można wykonać je jako zwykłe. Dlaczego zdefiniowane nie są domyślnie bez zdrapki? Czy naprawdę taki był projekt twórców tego systemu? Czy może jest to wybitnie kiepska realizacja? A może Mój Bank jako klient zażyczył sobie właśnie takiej funkcjonalności? W każdym z tych przypadków jest to żenada..
Kolejną ciekawostką przelewową jaka mnie spotkała była próba utworzenia zlecenia stałego. Nazywam to próbą, bo mimo, że zlecenie faktycznie zostało stworzone, to jego dalsze losy są niestety marne... Mój przelew został wysłany w odpowiednim terminie, odbiorca go otrzymał, no prawie bajka. Jedyny mały szczegół to taki, że tytuł wykonanego przelewu nijak miał się do tego zleconego. Cytując, było to " ". Tak dokładnie, cztery zakodowane spacje. To już jednak jest bardziej problematyczne.. Konieczność dzwonienia do odbiorcy i tłumaczenia za co ten przelew, od kogo itp, itd.. I tak dobrze, że to zauważyłam.
Nawiązując do historii opisanej w poprzedniej notce o Moim Banku mam parę słów o mojej karcie płatniczej. Jest ona kartą Classic, która jak już wcześniej wspomniałam różni się od karty Prestige tylko i wyłącznie kolorem. Tą druga posiada mój A. jako właściciel konta, którego ja jestem właścicielem.. Ale do rzeczy. Karta ma możliwość płatności zbliżeniowej. Za zakupy do 50 zł, jeżeli terminal to obsługuje, wystarczy machnąć kartą i z głowy. Do tego rozwiązania jestem nastawiona sceptycznie, no ale wyłączyć się nie da, więc cóż pocznę. Będę co najwyżej nie korzystać.
Jakiś czas temu, na zakupach z moją mamą zdarzyło mi się mieć w koszyku produktów za ~47 zł. Pani zapytała, czy może "machnąć" kartą, a ja pomyślałam, że czemu by nie, zobaczę jak to działa, może fajne. Pani próbowała 5 razy... Moja karta pomimo odpowiedniego znaczka, zapewnień Pań w oddziale oraz na infolinii o tym, że jest kartą zbliżeniową, oraz brak możliwość wyłączenia tego featura, nie zadziałała. Opcja zbliżeniowa nie działa! Jest wyłączona, nie działa, zepsuta.. Nie ważne, mi to odpowiada, jednakże sytuacja nie mogła nie wywołać mojego śmiechu.. A. jeszcze nie używał swojej karty, bo jest mu ona co najmniej zbędna, więc możliwe, że to jest jednak ta różnica.. że u niego opisana funkcjonalność faktycznie działa? A być może nie.. Nie wiem czemu jeszcze takie rzeczy mnie dziwią.
Kolejna opowieść będzie trochę wspominkowa, ale ma pewne odniesienie do kolejnej, a właściwie do tej kluczowej w tej notce.
Jeżeli tylko możesz, bierz kredyt jak jest zimno, brzydko i nie ma świąt w pobliżu. Przynajmniej w Moim Banku. Dlaczego? Nam kredyt udało się wziąć pod koniec lipca. W teorii było idealnie, w sierpniu odbiór mieszkania, remont jeszcze przed nowym semestrem. Z racji na dużą ilość mojego czasu uznaliśmy, że wszystko uda nam się załatwić w miarę sprawnie. BŁĄD!
Do banku należy dostarczyć dowód ubezpieczenia mieszkania, na co mamy bodajże 4 tygodnie od daty podpisania umowy kredytowej. Po podpisaniu przez nas jako klientów, oraz developera dokumentu cesji (tu wchodzi jeżdżenie w kółko, bo jak można by dostarczyć dokument cesji przed podpisaniem umowy kredytowej?) należy poczekać, z tego co pamiętam, na podpisanie cesji przez banku. Mają na to jakieś 2 tygodnie. Mój bank się spóźnił. Duuużo. Mianowicie na zawarcie umowy ubezpieczenia miałam trochę powyżej 24h... Wytłumaczenie? "Przecież to jest okres urlopowy. " Drogi Banku ja rozumiem okres urlopowy, ale wtedy, do cholery, przesuńcie mi termin! To WASZA wina! No ale w co ja wierzę.. Jakoś mi się udało szczęśliwie ubezpieczenie zawrzeć.
Po pewnym okresie odpoczynku od spraw kredytowych, otrzymałam odpis od księgi wieczystej (to chyba temat na kolejną notkę, tu wytłumaczeniem było "chorobowe"). Odpis, nauczona doświadczeniem, dostarczyłam ponad miesiąc przed okresem świątecznym. Dokładniej dnia 22 listopada do oddziału Mojego Banku. Dostarczenie odpisu skutkuje obniżeniem stopy procentowej kredytu - nie pobiera się wtedy już ubezpieczenia, oraz zwrotem nadpłaconej kwoty - tej która zapłaciłam od dnia wpisania do hipoteki, do "ogarnięcia" przez bank mojego odpisu.
Pani w oddziale poinformowała mnie, że odpis będą przetwarzać przez 30 dni... Nigdy chyba nie zrozumiem co trudnego jest w spojrzeniu, że odpis jest, wpis jest i kliknięciu czegoś w komputerze, ale niech będzie. Dlatego też, około 2 stycznia podreptałam do oddziału z pytaniem czy może mój odpis jest już przetworzony. Pani zajrzała w komputer i stwierdziła, że nie wie. Zapytała o ratę kredytu, która się nie zmieniła. Pani świeciła oczyma, że na pewno jest już sprawa załatwiona, tylko ona tego nie widzi, ale zadzwoni do mnie.
Następnego dnia na koncie zauważyłam zmianę wysokości raty miesięcznej. Kolejnego zadzwoniła Pani. Z informacją, że wszystko w porządku, odpis został przyjęty i przetworzony, rata zmniejszona, tylko pani księgowa ZAPOMNIAŁA zwrócić nam nadpłaty. 100 euro. Pani księgowa ZAPOMNIAŁA o naszych 100 euro.. Gdybym się nie upomniała zapewne pieniędzy, równoważności połowy mojej raty, nigdy bym nie zobaczyła.
Podsumowując. Wybierając się do banku, zwłaszcza do Mojego Banku trzeba o wszystkim pamiętać, upominać się, naciskać, nagrywać i zapisywać. Jeszcze tylko 4 i pół roku i zmienię ten bank! Byle dożyć z całą tą frajdą którą mi funduje.


